Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homoseksualizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 grudnia 2009

1 - O uprzedzeniach wynikających ze światopoglądu.

Rozmawiałem dziś z koleżanka z pracy, której się wyoutowałem niedawno.
Była ona zdziwiona otwartością z jaką traktuje temat swojej orientacji seksualnej. Zastanawiałem się dlaczego obawiała się tego, że wszyscy w biurze się dowiedzą. Czy ze względu na nich, czy na mnie? Powiedziała mi, że jej zdaniem społeczeństwo jest jeszcze mocno homofobicznie i szczególnie mężczyźni mogliby mieć z tym problem.

I naszła mnie taka refleksja na temat pracy u podstaw polegającej na outowaniu się.
Założeniem takiego podejścia jest to, że homofobia wynika z niewiedzy. Ktoś kto nigdy nie poznał geja, czy lesbijki posiada tylko szczątkowe informacje na temat całego zagadnienia homoseksualizmu. Jeśli aktywnie nie szukał danych na ten temat, to raczej posiada on tylko pewien stereotyp przekazany mu przez jego środowisko społeczne.
Owo założenie sugeruje, że osoba posługująca się stereotypem zmieni swoje podejście do wszystkich homoseksualistów poznawszy jednego, który nie jest stereotypowy.

Ale czy na pewno?

W momencie w którym stereotyp nie jest powiązany z jakimiś wartościami wyznawanymi przez jednostkę a pełni raczej funkcję definicji przyjętej za poprawną z braku alternatywy, konfrontacja z rzeczywistością, która wymyka się stereotypowej definicji, może doprowadzić do zmiany. W miejsce stereotypu "gej jest przegięty, zniewieściały, i chodzi w różowym" może się pojawić nowy "gej jest standardowym facetem, który ma chłopaka".

Osobnym zagadnieniem jest jak często zdarza się, że rzeczywistość wypiera bezużyteczny stereotyp i ktoś tę zmianę traktuje jako korzyść dla siebie.

Ale co jeśli stereotyp nie jest łatką używaną dla uniknięcia poznawczej niepewności w dziedzinie homoseksualizmu, a jest spójnią częścią światopoglądu zintegrowaną z hierarchia wartości danej osoby?

W tym przypadku stereotyp wiąże się też z wartościowaniem, a co za tym idzie przybieraniem określonych postaw w kontaktach z przedmiotem definicji, czyli homoseksualistami. W światopoglądzie, którego hierarchia wartości wysoko stawia to, co męskie, albo to co tradycyjne, stereotyp może z łatwością umożliwić zidentyfikowanie homoseksualizmu jako czegoś złego.
Co się zatem dziej w momencie w którym taki delikwent staje przed rzeczywistością wykraczającą poza jego proste definicje? Otóż powstaje poznawczy dysonans ze skutkami dla całego światopoglądu. W tej sytuacji człowiek staje w obliczu zwątpienia w hierarchię wartości jaka kieruje jego poczynaniami. Jest to sytuacja stresująca, bo nikt nie lubi się mylić. Nikt raczej nie lubi też szukać sposobu na zsyntetyzowanie doświadczenia zaprzeczającego części światopoglądu z jego całością. Szczególnie jeśli jego grupa mogłaby to potraktować jako zbyt daleko idące sprzeniewierzenie się założeniom światopoglądowym, które stanowią o ich tożsamości.

Scenariusze są dwa:
1 - skonfrontowany uznaje prymat rzeczywistości nad stereotypem i modyfikuje swój światopogląd tak by pomieścił nowe doświadczenie. Jest to raczej długi i bolesny proces gdzie trzeba przewartościować założenia tak znajome i oczywiste, które stoją jednak w sprzeczności z doświadczeniem.

2 - skonfrontowany uznaje prymat światopoglądu i zintegrowanego z nim stereotypu nad rzeczywistością i neguje ją. W tej sytuacji zaczynają działać różnego rodzaju mechanizmy obronne, które mają doprowadzić do przekonania, że niezależnie od tego, co się człowiekowi jawi, to pedał jednak jest wstrętnym pedałem, a jak nie, to dzieci gwałci, bo tacy to zawsze normalnie wyglądają. Negacja ma jak najszybciej usunąć problem dysonansu i umożliwić zaetykietowanie przedmiotu, czyli geja, wedle znajomych kategorii. Jeśli rzeczywistość z uporem narzuca się postrzeganiu skonfrontowanego, jego reakcje obronne mogą ulec zaostrzeniu.
Dochodzi tu chyba do pewnego pozytywnego wzmocnienia. To, co do tej pory wartościowaliśmy jako złe jawi się nam w innej postaci, która nie spełnia kryteriów definicji. Chcąc za wszelką cenę ocalić definicję należny za wszelką cenę wierzyć w jej słuszność. Im bardziej ktoś wygląda na zwykłego człowieka tym bardziej na pierwsze miejsce wysuwa się jego grzeszny, wyuzdany, godzący w podwaliny instytucji małżeństwa i tradycyjnej rodziny homoseksualizm. Może to pozytywne wzmocnienie eskaluje się stopniowo aż wewnętrzna odraza przeraza się w zewnętrzną niechęć, a ta w agresję? "Nie mogę pracować z pedałem!", "Pedał nie może być moim przyjacielem!", "Pedał nie może być moim synem!".
Oczywiście odczucie nie musi przeradzać się w czyn i owa niechęć może być ukrywana, jednak będzie ona ciągle wpływała na sposób w jaki skonfrontowany odnosi się do konfrontującego, ponieważ ciągle będzie on powodował dysonans poznawczy godzący w prawdziwość przekonań konfrontowanego.

I wracamy do pracy u podstaw. Ilu wystawianych na rzeczywistość geja, jako zwykłego szarego Kowalskiego zareaguje akceptacją rzeczywistości, ilu będzie musiało się najpierw pobić z swoimi uprzedzeniami, a ilu pozostanie przy stereotypie ponieważ zbyt trudno im się z nim rozstać?

Czy są jakieś sposoby outowania się, które mogą złagodzić stres i może szok związany z nagłym zaprzeczeniem części czyichś założeń? Podanie jakiegoś kontekstu? Przygotowanie przed outingiem? Dialog po? Ogólna postawa? A może nie warto sobie zawracać głowy i po prostu być sobą?

środa, 4 lutego 2009

Homofobia Górskiego i inne przemyślenia

Pamięta ktoś jeszcze posła Górskiego? To ten od zmierzchu cywilizacji białego człowieka. Dziś DZIENNIK uświadomił mnie o kolejnym wysypie mądrości z ust tego politologiczno-teologicznie wykształconego obrońcy Twierdzy "Polska" - ostatniego bastionu prawdziwych wartości - przed naporem Zachodniego zepsucia. Pełen tekst wystąpienia można sobie przeczytać TUTAJ

Tym razem dostało się homoseksualistom, którzy "z coraz większą bezwzględnością starają się narzucić swoje standardy moralne reszcie społeczeństwa i niestety uzyskują poparcie wśród polityków i w instytucjach Unii Europejskiej". Kurcze, no nie wiedziałem, że homoseksualiści mają aż taką wielką siłę przebicia. Może powinienem odszukać w sobie tę szatańską moc i zacząć narzucać swoim znajomym moje standardy moralne, czyli wegetarianizm. Hmmm, ale czy ciągnąć dalej ten tok myśli - jeśli Górski chce mi narzucić swoje standardy, czyli katolicki model rodziny, to sam jest gejem?

"Polska na tle innych państw Europy wciąż jeszcze jakoś się trzyma, ale naciski na nasz kraj ze strony unijnych instytucji, lewicowych polityków i międzynarodowych środowisk, abyśmy prawnie uznali małżeństwa homoseksualne, są coraz częstsze i silniejsze." No jeszcze się Twierdza opiera nie chcąc otwierać się na dialog i inne Karty Praw Podstawowych. Jeszcze by się okazało, że Oni mieli rację, a tak przecież nie może być. Ale Górski może mieć trochę racji. Możliwe, że Unia i jakieś inne "lewackie środowiska międzynarodowe" załatwią nam legalizację małżeństw, podadzą nam klucz do odczarowania stereotypów na temat homoseksualizmu, a Polacy (którzy nie są tak głupi jak pan Górski myśli) ten klucz przyjmą i po prostu przestaną homoseksualizm wartościować jako dobry czy zły. A to dopiero może być złe, z tej prostej przyczyny, że nie wyrobimy sobie dobrych struktur działaczy i organizacji, które stałyby na straży naszych praw. Opór materii, której częścią jest Górski, daje możliwość poćwiczenia muskułów. Jeśli sami pokonamy te przeszkody i wywalczymy sobie społeczną równość, to będziemy też umieli jej strzec. Jeśli wszystko dostaniemy za darmo, to w obliczu zagrożenia będziemy słabi. Argument ten pojawia się od czasu do czasu, kiedy rozważa się poziom zmobilizowania polskich homoseksualistów. Chciałbym zatem zagrać na waszej dumie i powiedzieć "Drodzy koledzy! Drogie koleżanki! Poseł Górski powinien się obawiać NAS, a nie Unii!"

"Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że homoseksualizm zawsze był jednoznacznie potępiany przez Kościół katolicki. Święty Piotr Damiani, doktor kościoła pisał, że homoseksualizm nie powinien być uważany za zwyczajną skłonność do grzechu, gdyż przewyższa je wszystkie w nikczemności." - przytacza poseł Górski. "Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych" (św. Tomasz z Akwinu, mędrzec Kościoła, 1225-1275)" - przytaczam ja. Wystarczy wpisać w Google "ojcowie kościoła o kobietach" by przekonać się jak to ongiś pojmowano płeć piękną. Już nawet słudzy Kościoła ustami ojca Sowy potępiają dobór cytatów posła Górskiego argumentując: "Poseł odwołuje się do tekstów z przeszłości, zapominając o tym, że wiele zjawisk było wówczas ocenianych i traktowanych zupełnie inaczej niż dzisiaj". Na przykład rozwody, o których po prawej stronie sceny politycznej tak dużo ostatnio można posłuchać.

"
W kwestii przyrównania związków homoseksualnych do rodziny wypowiedziała się papieska Kongregacja Nauki Wiary w dokumencie z 31 lipca 2003 r. Możemy tam przeczytać, że nie istnieje żadna podstawa do porównywania czy zakładania analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi a planem bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny. Małżeństwo jest święte, natomiast związki homoseksualne pozostają w sprzeczności z naturalnym prawem moralnym." Kilka wątków wartych rozważenia, to relacja małżeństwa jednopłciowego do dwupłciowego, a druga to skutki obecności języka religijnego w procesie stanowienia prawa.

Żeby to pokrótce zmieścić w jednym miejscu: Heteromałżeństwa nic nie stracą jak się homiki będą mogły hajtać. Tu nie chodzi o odebranie czegoś, tylko danie czegoś tym, którzy do tej pory tego nie mieli, ale chcieliby mieć. Chciałbym jeszcze dodać, że wyróżnianie heteromałżeństw przez wskazywanie ich funkcji prokreacyjnej, oraz dobudowywanie do tego jakiejś zsakralizowanej metafizyki jest krzywdzące dla niepłodnych par, oraz zakrawa o redukcjonizm. Można się pokusić o pokazanie równie doniosłej, fenomenologicznej metafizyki związku homiczego, gdzie na pierwszym miejscu postawi się na przykład funkcję dialogiczną. Można tego dokonać dla wszystkich innych, rozlicznych aspektów małżeństwa tak homo, jak i hetero.

A co z tym sacrum w ogóle? Gdyby chociaż chodziło o jakieś ogólne sacrum. My tutaj mamy do czynienia z przedstawianiem w parlamencie sądów wartościujących opartych na autorytecie tekstów religijnych. Skłania to do zapytania, jak to się ma do rozdziału państwa od kościoła i jak się mają wypowiedzi posła Górskiego do wolności słowa.
Uważam, że prawo stanowione nie może być oparte o argumenty z autorytetu. Jest to najsłabszy rodzaj argumentu, a rozumowanie o nie oparte rozpada się gdy ktoś nie uznaje danego autorytetu. Zatem poseł, który przyznaje, że stara się pisać prawo pod dyktando norm religijnych źle czyni. Lepiej by było, gdyby inspirował się normami, których autorytet uznaje, ale starał się znaleźć płaszczyznę, co do której zgodzić się będą mogli inni - którzy inspirację znajdują w innych źródłach. Zawłaszczenie pola spotkania przez jedną autorytarną ideologię często doprowadzało do patologii.
Trzeba też zapytać czy wolność słowa ma swoje granice, czy też nie. Myślę, że poseł Górski nie może się powołać na bezgraniczność wolności słowa jeśli sam żali się, że kościół jest atakowany, a do Polski przenikają różne nowe postawy wobec homoseksualizmu. Jak pisał Mill w "O wolności" każdy sąd ma prawo zostać wypowiedziany i powinien zostać poddany granicznej analizie logicznej. My jednak wolimy, by nie pochwalano publicznie nazizmu i nie szerzono kłamstw oświęcimskich. Stąd wypowiedzi o wysokiej szkodliwości społecznej, a nawet wypowiedzi dążące do obrażenia kogoś, przekraczają granice wolności słowa.
Myślę, że wypowiedź Górskiego była szkodliwa społecznie, bo publicznie, na sali sejmowej skrajnie negatywnie wartościowana była mniejszość ludzi żyjących w tym kraju. Język jakim mówił poseł Górski nie był wyrażaniem jego własnej opinii (ja sądzę, że to jest złe), lecz wyrażaniem sądu normatywnego roszczącego sobie obiektywność (to JEST złe). Wypowiadanie takich sądów nie tylko obraża masę ludzi, ale utwierdza negatywne nastawienie do nich. O tym, czy prawo do zawarcia małżeństwa należy się homikom można dyskutować. Ale z tym, że homoseksualizm jest okropnym grzechem już nie. Myślę, że był to klasyczny przykład mowy nienawiści wypływającej z irracjonalnego uprzedzenie, za którą Górski powinien zostać ukarany, ale to tylko moja opinia :)

Ciekawe co na to Komisja Etyki Poselskiej.

poniedziałek, 12 stycznia 2009

O światopoglądowym zniesmaczeniu posła Libickiego

Źle się dzieje w Europie!

Czesi wystawili nad budynkiem Rady UE wystawę o jakże pasującej nazwie "Entropia".
Wystawa ma wyśmiewać stereotypy i uprzedzenie funkcjonujące w danym kraju członkowskim.

Polskę reprezentował Leszek Hirszenberg, który spłodził takie coś:


Źródło
Serwis www.tvn24.pl podaje:
"Według artysty księża oraz tęczowa flaga, na której współistnieją wszystkie kolory spektrum obok siebie, to surrealistyczna wizja połączenia tego, co nie może się połączyć. Zwiedzający wystawę urzędnicy i dyplomaci z reguły bezbłędnie rozpoznają Polskę".

To wszystko nie podoba się europosłowi PiS - Marcinowi Libickiemu, który wolałby tam zobaczyć husarie, bo jest z nią oczywiście związanych tyle polskich uprzedzeń...

Powyższy obrazek wydaje się posłowi populistyczną łatwizną. Twierdzi on, że pójście na łatwiznę jest wiązanie spraw religijnych ze sprawami światopoglądowymi i "tą rzekomą homofobią".

Hmm... No ja myślałem, że praca obrazująca uprzedzenia powinna być czytelna i z powyższego cytatu wynika, że artysta osiągnął efekt. Inną sprawą jest to dlaczego pan poseł uważa, że wiązanie religii z "tą sprawą światopoglądową" jest w złym guście, skoro Kościół często się o "tej sprawie światopoglądowej" wypowiada. Ciekawe, czy poseł protestował przy odwoływaniu się do "spraw światopoglądowych" w sławnym orędziu.

Zastanawiające jest też to stwierdzenie o "rzekomej homofobii".
Jeśli ktoś chciałby zbadać prawdziwość tej tezy proponuję następujący eksperyment socjologiczny:
  1. Należy udać się do renomowanego psychologa i uzyskać od niego zaświadczenie o heteroseksualnej orientacji.
  2. Następnie rozpowiadamy wszem i wobec, że jesteśmy homo. Mówimy wszystkim, że nie chcemy już żyć w kłamstwie, że zawsze byliśmy homo, tylko się ukrywaliśmy, a teraz chcemy, żeby wszyscy znali o nas prawdę, bo nie możemy żyć już w tym kłamstwie. Małżonkowi/ce tłumaczymy, że ślub wzięliśmy ze strachu. Jeśli ktoś zapyta "co robisz w ten weekend" odpowiadamy, że jedziemy z chłopakiem (dla udających lesbijkę - dziewczyną) w góry itd. Szaradę utrzymujemy przez miesiąc notując sobie reakcje osób z naszego otoczenia.
  3. Po miesiącu wszystkim tym osobom pokazujemy zaświadczenie o heteroseksualizmie z datą sprzed eksperymentu i dziękujemy za udział w eksperymencie.
Eksperyment polecam Panu Libickiemu. I innym osobom publicznym. Szczególnie tym z prawej strony sceny politycznej.

Jeśli ktoś wątpi czy mamy problem ze stereotypami, to odsyłam do raportu CBOS z 2005, gdzie przeczytać możemy, że 74% narodu chciałaby zabronić homoseksualistom prawa do manifestowania, a 42% chciałaby zabronić homikom uprawiania seksu...

Nazwa wystawy jest na prawdę świetna.
Dialog, tolerancja i zgoda budują porządek społeczny.
Stereotypy, uprzedzenia i podziały przyspieszają tylko społeczną entropię.

Wielkie dzięki dla Quidnunc za podesłanie mi linka z wiadomością o tym zdarzeniu!

niedziela, 11 stycznia 2009

Palikot Eewidentnie Dostaje Ataku Łobuzerstwa!

Będzie o Palikocie i o tym jak zakwestionował orientację seksualną Jarosława Kaczyńskiego.
Od razu ostrzeżenie: Palikota lubię, a Kaczyńskiego nie i nie będę się silił na obiektywizm.

Żeby studiować filozofię trzeba mieć trochę nie równo pod sufitem. W filozofii to przydaje bo pozwala zapytać "a tak właściwie dlaczego?" tych wszystkich, którzy powtarzają ciągle te same utarte i oczywiste oczywistości.

Jeden z takich szaleńców po ukształtowaniu swego umysłu pod czujnym okiem miłośników mądrości z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego dorobił się na tym, co w naszym kraju sprzedawało się zawsze bardzo dobrze. Jak każdy porządny świr robi od czasu do czasu coś dziwacznego i pewnego dnia postanowił wejść do polityki. No i mamy teraz kłopot. Bo świr świrować nie przestał, a wręcz coraz głębiej osuwa się w otchłań szaleństwa!

No bo jak tak można szefa partii? Pana Premiera?? Posądzać o takie... rzeczy!!
Niesmaczne! Brzydkie! Skandal! Brutalizacja życia politycznego!

Ale o co w zasadzie Pan ex-Premier ma się obrażać? Ktoś podważył jego męskość? Ktoś w nieporadnie zawoalowany sposób nazwał go najgorszym wyzwiskiem w Polsce?
Źródło: CBOS - Komunikat z badań "SPOŁECZNA PERCEPCJA PRZEMOCY WERBALNEJ I MOWY NIENAWIŚCI"

To straszne! Ktoś przypuszcza, że wódz prawicy jest hipokrytą! Że rozpowiada po Europie jakoby brak zdecydowanej walki z promocją choroby, którą jest homoseksualizm doprowadzi do wyginięcia ludzkości, a sam nie chcę pracować nad przyszłym pokoleniem, bo woli facetów?

Koniec świata, sodomia i gomoria!

Mniejsza o to czy wywołany do odpowiedzi jest homo, czy nie. Ponoć ktoś go gdzieś widział, ale dowodów fotograficznych nie ma.
Zobaczmy co się stało. Palikot doprowadził do sytuacji w której wszystkie czołowe media w Polsce czytają jego bloga. Wystarczy, że coś tam napisze i już wszyscy o tym wiemy. I to drodzy państwo jest niezła sztuczka! Palikot doskonale wie jak funkcjonują nasze media. Wie, że lgną do skandalu i to im właśnie serwuje. Czy o patologiach w lubelskiej policji dowiedzielibyśmy się gdyby nie pistolet i wibrator?

Drodzy panowie politycy! Nie ma cie się o co obrażać na świra Palikota. Polska scena polityczna zbrutalizowała się za waszym udziałem już dawno. Czujecie się urażeni bo ktoś sugeruje, że ex-Premier jest niekatolickiej orientacji? A nie czuliście się urażeni jak ten człowiek za granicą opowiadał brednie dawno obalone przez naukę? Nie czuliście się oburzeni upadkiem dialogu politycznego w Polsce, gdy Pan ex-Premier za największe zagrożenie związane z podpisaniem wynegocjowanego przez siebie traktatu Lizbońskiego podawał śluby homoseksualistów? Ja drodzy panowie politycy byłem wtedy wściekły! Na ex-Premiera i na was, że nie protestujecie.

Palikot jest jakby Kurskim PO (nie chcę tu obrażać Palikota) i za jego sprawą dochodzi do dziejowej zemsty na członkach PiS, którzy na scenę polityczną wtoczyli te armaty. I proszę mi nie mówić, że Palikot nie powinien stosować takich narzędzi. Gdyby cała jego partia tak działała, to faktycznie działoby się źle. Ale pojedyncza osoba jest wyrzutem sumienia dla tych, którzy obniżyli poprzeczkę do tego poziomu. Jestem pewien, że Palikot zmieni swoją strategię nagłaśniania problemów, kiedy ta poprzeczka zostanie podniesiona i mediami nie będzie się dało tak łatwo manipulować. Ale do tego potrzebny jest kolektywny wysiłek. Na razie panowie politycy mogą pokazać paluszkiem na świra Palikota i powiedzieć, że tak jest nie ładnie. I przez to, że się od niego odcinają powoli podnoszą tą poprzeczkę do góry.

Dzięki temu, że Palikot mówi o politycznej prostytucji możemy się zastanowić nad tym całym przechodzeniem z partii do partii i jak to się ma do mandatu społecznego polityka. Dzięki temu, że mówi o uporczywym kawalerstwie ex-Premiera możemy podyskutować o hipokryzji na prawicy (przypomina się na przykład motyw z alimentami płaconymi przez piewców tradycyjnego modelu rodziny). Możemy w końcu za sprawą heteryka, który miał na tyle jaj, żeby włożyć koszulkę z napisem "jestem gejem" porozmawiać o tym dlaczego najgorsza inwektywa w tym kraju jest taka a nie inna.

Możemy zapytać: "a tak właściwie to dlaczego?"

Fable II a obrońcy praw zwierząt

Gry komputerowe to coraz szybciej rozwijające się medium. A dla mnie osobiście jedna z dziedzin sztuki (i będę tej tezy bronił do upadłego).

Gry wchodzą powoli do kultury i zaczynają mieć coraz większy wpływ na ludzi, którzy oddają się tego typu rozrywce. Oczywiście wpływ ten często jest krytykowany, na przykład ze względu na brutalność.

Okazuje się jednak, że rynkowi gier przyglądają się nie tylko konserwatywni politycy.

Międzynarodowa organizacja o nazwie People for the Ethical Treatment of Animals (PETA) przyznała grze Fable 2 tytuł "Gra najbardziej przyjazna zwierzętom". W uzasadnieniu bojownicy o prawa zwierząt (a dla innych eko-terroryści) napisali, że jako jedna z niewielu gier Fable 2 pozwala dokonać wyboru między wegetariańską, a mięsną dietą. Ci, którzy karmić się będą tofu i marchewkami podbiją sobie statystykę "czystości", dzięki czemu będą sprawniejsi i piękniejsi. Ci zaś, którzy wcinać będą truchła bezbronnych zwierzaczków nabiją sobie wskaźnik "nieczystości", co odbije się na nich otyłością i brzydkim wyglądem.

Jedną z mocnych stron Falble i Falbe 2 jest nastawienie na ciągłe wybory między dobrem a złem, które mają wpływ na rozwój postaci i wirtualny świat. Można w niej zostać czempionem światła albo demonicznym potworem. W mechanice gry ustanowiono, że dieta wegetariańska jest dobra, natomiast jedzenie mięsa jest złe. I właśnie za takie uwartościowanie diety PETA postanowiła nagrodzić Microsoft - wydawcę serii Fabel.

Przekaz jest oczywiście jasny i zbieżny z promocją wegetarianizmu w jaką włącza się PETA. Już nawet opcja kopania kurczaków im nie przeszkadza, bo w końcu można się tak w grze nie bawić. Nie wiem jak to jest w dwójce, ale w pierwszej części Fable, za używanie kurczaka zamiast piłki w różnych grach nie dostawało się punktów zła, więc program niby pobłaża takim zachowaniom :)

Swoją drogą PETA powinna nagrodzić fanów serii Tomb Rider. Developerzy tej gry postanowili, że ich heroina nie będzie strzelała do ludzi, bo to przecież niesmaczne i w ogóle brutalizuje młodzież. Ustawili oni zatem na jej drodze stada wilków, niedźwiedzi, tygrysów i dinozaurów przez które Lara musiała się przedrzeć z pomocą swych pistoletów i shotguna. Ku zdziwieniu twórców gry do firmy napłynęła masa listów z pretensjami o to, że gracze muszą strzelać do uroczych zwierzątek i to jeszcze często tych zagrożonych wyginięciem! W Tomb Riderze 2 zabijało się już w przeważającej większości ludzi i wszyscy byli znowu szczęśliwi :)

Ja bym grę Fable wyróżnił jeszcze za jedną rzecz. Jest to mianowicie jedna z niewielu gier, gdzie postać gracza może być homoseksualna! Nie dość, że można sobie przygruchać jakiegoś adoratora, to jeszcze można z nim wziąć ślub, kupić wspólny dom i wieść żywot jednopłciowego małżeństwa a potem dostać rozwód, bo mąż się wkurzył, że zamiast spędzać czas z nim, gracz się tylko włóczy po odległych krainach i tłucze potwory. Motyw skierowany dla małej grupki graczy, którzy z niego skorzystają jest jak mi się wydaje ważnym krokiem do normalizacji postrzegania homoseksualizmu. Oto w statystykach postaci znajduje się kategoria "orientacja seksualna" i równie dobrze może ona być homo, hetero lub bi. Twórcy gry wysyłają więc sygnał, że orientacja jest integralną częścią życia ludzkiego i nie jest to wyłącznie heteroseksualizm.

Jedz tofu! To dobre dla twojego sumienia!